Jak dobrze mieć najemcę… – najciekawsze historie

Podczas działalności związanej z zarządzaniem mieszkaniami na wynajem, poznałem grubo ponad 100 najemców. Statystycznie musiały zdarzyć się tu „ciekawe” historie i faktycznie tak było. W tym artykule opowiem kilka moich historii oraz kilka zasłyszanych od kolegów z branży.

Rozmowy nocą

Sierpień i wrzesień to najbardziej angażujące miesiące w wynajmie mieszkań. Wszystkim moim najemcom właśnie wtedy kończą się umowy. Część je przedłuży, a część nie i na ich miejsce trzeba szukać nowych osób.

Mając kilka mieszkań w ofercie, często zabieram potencjalnego najemcę na „wycieczkę” po wszystkich z nich. To się wiąże jednak z tym, że cały czas noszę przy sobie pęk składający się z kilkudziesięciu kluczy.

I właśnie tego dotyczy ta historia. Godzina 11:00, umawiam się z p. Marcinem na podpisanie umowy najmu. Formalności załatwione, kaucja wpłacona, klucze przekazałem. Pan Marcin idzie do pracy na 12-godzinną zmianę, a ja świętuję wynajęcie ostatniego pokoju i wyjeżdżam na weekend 300 kilometrów od Gdańska.

Około godziny 23:00 dzwoni do mnie p. Marcin i mówi, że klucze które dostał, nie pasują do zamka. Od razu myślę, że musiałem się pomylić i dać klucze do innego mieszkania. Co teraz robić?

Zaletą wynajmu pokoi jest to, że zawsze ktoś jest w mieszkaniu. Dzwonię więc do drugiego lokatora, budzę go ze snu i proszę, żeby otworzył drzwi wejściowe i wpuścił nowego sąsiada. Lokator podchodzi do drzwi, otwiera je i mówi mi, że nikogo przed nimi nie ma.

Jak to?

Dzwonię jeszcze raz do p. Marcina i wywiązuje się między nami taka rozmowa:

– Panie Marcinie, na którym pan jest piętrze?

– Na piątym.                               

– To proszę wejść 3 piętra do góry i spróbować jeszcze raz…

Oczywiście tym razem się udało i dzięki temu nie musiałem skracać swojego urlopu. Tyle dobrze, że sąsiedzi z 5. piętra nie wezwali policji. Ale a propos policji…

8 najemców w 1

Pierwsze z mieszkań, którym zacząłem zajmować się po przeprowadzce do Gdańska, miało szczęście do ciekawych lokatorów. Zresztą, nawet nie tyle mieszkanie, co jeden pokój.

Do jego wynajmu zgłosił się młody chłopak z Białorusi, który miał polskie korzenie. Nazwijmy go Bartek. Przygotowany był jak żaden najemca. Sam z siebie pokazał mi wszystkie dokumenty jakie miał – kartę pobytu, wniosek o obywatelstwo, umowę o pracę itd. Żadnego ciągnięcia za język.

Od razu podpisaliśmy umowę. Kilka dni pokazywałem inny pokój i widzę, że nasz bohater pije wino z drugą lokatorką. Świetnie, jak się tak dogadują to bardzo mnie to cieszy.

Jednak po 2 miesiącach inna dziewczyna z tego mieszkania powiedziała mi, że Bartek choruje na schizofrenię i przestał brać leki. Niepokojące zaczęło być już to, że chodził po domu i ciągle nagrywał się na tablet.

Wszystko się wyjaśniło, gdy pewnego dnia powiedział, że ma w głowie 8 osobowości, a nagrywał się, żeby zobaczyć, którą był danego dnia. Do tego wmówił sobie, że jedna ze współlokatorek ma być jego żoną, a jak nie to popełni samobójstwo.

Całe szczęście, że ta dziewczyna studiowała medycynę i zabrała Bartka do szpitala psychiatrycznego. Tam podali mu odpowiednie leki i po 2 tygodniach wrócił już „ustawiony”.

Historia zakończona bez negatywnych konsekwencji, ale najbardziej zaniepokoiło mnie polskie prawo. Z opisem zaistniałej sytuacji poszedłem na policję. Tam usłyszałem, że to nie ich sprawa i że do nich mam się zgłosić dopiero, gdy Bartek zrobić coś sobie lub komuś innemu…

Podobnie w szpitalu psychiatrycznym. Dopóki chory sam się nie zgłosi, to oni po niego nie przyjadą – ponownie, dopóki nie zrobi komuś krzywdy. Skoro chory mówi, że przestaje brać leki, bo głosy mu tak każą, to nie sądzę, żeby sam z siebie skierował się do szpitala.

Natomiast samą umowę rozwiązaliśmy i zacząłem poszukiwania nowego lokatora…

Pozory okrutnie mylą

W miarę szybko zgłosiła się do mnie pewna pani, która szukała pokoju dla swojego pasierba Darka. Darek niedawno wyszedł ze śpiączki, uczęszcza na rehabilitację i chodzi o kulach, ale generalnie jest samodzielny. Do tego macocha mieszka dosłownie 2 bloki dalej, więc uznałem, że jest to idealny najemca.

Jak się niebawem okazało, było zupełnie inaczej…

Któregoś dnia o 7 rano dzwoni do mnie lokatorka, że Darek wpadł w szał i rozwala całe mieszkanie. Polecam im zadzwonić pod 112, a sam dzwonię do jego macochy i od razu wsiadam w samochód.

Macocha wydaje się autentycznie wystraszona, ale mówi, że nie może przyjść bo nie ma z kim zostawić chorej matki. Okazało się to tylko wymówką – zaraz po tej rozmowie zablokowała mój numer.

Po przyjeździe na miejscu okazało się, że Darek był pod wpływem prawdopodobnie amfetaminy. Pod wpływem tego cudownego leku ozdrowiał i mimo niepełnosprawności ruchowej zaczął chodzić na 2 nogach, trzymając się ścian.

Na finał otworzył też drzwi do piekarnika i chciał odkręcić w nim gaz, ale na szczęście był pod takim wpływem środków odurzających, że nie był w stanie tego zrobić. Karetka go zabrała i na ten dzień był już spokój.

Poszedłem jednak po sąsiedzku do jego macochy. Po krótkiej rozmowie usłyszałem, że jak chcę to mogę go wyrzucić na ulicę, ale ona go nie przyjmie.

Dzień później Darka wypisali ze szpitala i próbował dostać się z powrotem do mieszkania. Jednak jego rzeczy już spakowałem i wystawiłem przed klatkę. Wtedy zostałem oskarżony o kradzież dowodu osobistego i pieniędzy.

Miałem świadków, że nic takiego nie zrobiłem, ale została wezwana policja. Głównie z racji gróźb kierowanych w moim kierunku. Tym razem policjanci zachowali się profesjonalnie i krótko wytłumaczyli Darkowi, że już tu nie mieszka.

Koniec końców słyszałem, że zamieszkał u swoich znajomych i zachował się podobnie. Tamci jednak nie okazali skrupułów i przed wyrzuceniem Darka z domu, najpierw go pobili.

Na szczęście trzecia najemczyni w tym pokoju okazała się już bezproblemowa. Jak widać, do trzech razy sztuka!

Narkotyki w akcji – część druga

Tym razem historia zasłyszana od jednego z moich znajomych, choć dosyć podobna do tej opisanej powyżej. Najemczynią jednego z pokoju była niepełnosprawna kobieta, która nie miała obu nóg oraz jednej ręki.

Jednak również pod wpływem narkotyków, za pomocą jedynej ręki która jej została, dała radę zdemolować mieszkanie. Znajomy szybko wyrzucił ją z mieszkania, żeby nie zrobiła nikomu krzywdy.

Nie minęło wiele czasu, gdy przed klatką dziennikarze chcieli z nim porozmawiać. Okazało się, że najemczyni wezwała media, którym powiedziała jak to zły właściciel nieruchomości wyrzucił z domu niepełnosprawną osobę.

Post scriptum

Po czasie z takich historii można się jedynie śmiać. Natomiast gdy miały one miejsce, zdecydowanie nie było mi do śmiechu. Niestety nawet najlepsza weryfikacja nie wykluczy tego typu historii.

W tym wpisie to na tyle, a być może kiedyś napiszę drugą część podobnych historii. Chociaż mam nadzieję, że inspiracji do ich napisania będę miał jak najmniej.